Byłam z siostrą na spacerze. Dochodziła 23.Gdy przechodziłyśmy obok opuszczonego domu w którym nikt nie mieszkał od 10 lat usłyszałyśmy płacz dziecka. Przeraziłam się więc zaproponowałam powrót do domu.Siostra jednak była innego zdania.Była oczywiście ode mnie młodsza.Mama opowiadała nam ze dom jest pusty i nie ma tam nawet mebli tylko zniszczone ściany,schody i podłogi.Sasza (bo tak miała na imię moja siostra) nie bała się za bardzo więc gdy się odwróciłam wbiegła do domu.Pobiegłam za nią i zobaczyłam ślady krwi. Chciałam stamtąd uciec ale przypomniałam sobie że w środku jest Sasza.Postanowiłam zadzwonić do mamy albo taty, ale nie było zasięgu,więc poszłam za śladami.Gdy ślad się urwał zobaczyłam moją siostrę leżąca na stole w kałuży krwi.Przy niej leżały noże poukładane od największego do najmniejszego.Największy był już zakrwawiony.Padłam na kolana i zaczęłam płakać.Nagle poczułam kogoś oddech na moim ramieniu.Gdy się odwróciłam zobaczyłam cień jakiejś osoby która stała blisko mnie i w ręku nie wiem jakim cudem trzymała największy nóż który był czysty a na stole tego zakrwawionego już nie było mojej siostry też nie.Próbował mnie zabić ale uszłam z życiem.Dlaczego?Miałam szczęście,bo obok mnie lezało krzesło,uderzyłam tajemniczego gościa i szybko uciekłam.Drzwi były zamknięte.Nagle ON próbował trafić we mnie nożem,ale szybko się odsynełam i wpadł w drzwi,które się otworzyły.Szybko wybiegłam z tego domu.Czułam jakby ktoś mnie śledził,zaniepokojona pobiegłam do domu by powiedzieć o śmierci Saszy rodzicom.Lecz oni leżeli na kanapie ,cali pokryci krwią,a obok nich .....NAJWIĘKSZY ZAKRWAWIONY NÓŻ....
Dziękuję za przeczytanie
`Callies
`Oliwia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz